26 kwi 2017

Dungeon of Endless Rage~


W życiu każdego gracza nadchodzi taki czas, kiedy poziom "Easy" staje się zbyt trudny, a twórcy gry jeszcze
z Ciebie drwią i do wyboru prócz niego dają jedynie "Too Easy"... ale jesteś dumnym gejmerem, więc udajesz, że tej drugiej opcji w ogóle nie ma.

Kojarzycie takie gry 4X jak Endless Space albo Kingdoms?
Nie? To nie szkodzi...
Tak? To już możecie się domyślać, czego się spodziewać.

Nie mam pojęcia jak studio Amplitude robi swoję gry, ale jest w nich pewien czar, ten urok towarzyszący ciężkiej pracy włożonej w swoje dzieło; coś, czego często brakuje grom z wielkich studiów. Fakt, koncentrują się tylko na swoich trzech produkcjach, przez co mają masę czasu na dopieszczanie ich jak tylko można. Jednak wielu innych indikowców, niestety, nie potrafi nawet dopracować jednego tytułu, a wieloletnie marki zatracają się w powtarzalności i nudzie. Chwała Amplitude za to, że stawiają poprzeczkę wysoko, i za każdym razem biją kolejny rekord.

Dungeon of Endless było trzecią grą, która wpadła w moje łapki z tego studia. Wcześniej miałem do czynienia z Kingdoms, przez którego zaliczyłem parę zarwanych nocek, a później ze Space, gdzie jako średni fan sci-fi
i tak bawiłem się świetnie. Z tego powodu już w trakcie instalacji Dungeon of Endless byłem przekonany
o tym, że czeka mnie wiele dni spędzonych nad tytułem.
Ta pozycja jest połączeniem dungeon crawla/rouguelike z tower defence i, zanim zadasz sobie pytanie
czy takie połączenie jest w ogóle możliwe, odpowiem Ci: Tak, i to bardzo!

Last Stand przed transportem kryształu~
Gra wita nas bardzo "przyjemnym" wydarzeniem - lecimy statkiem więziennym, który zostaje zaatakowany. Nasi początkowi bohaterowie zostają wystrzeleni kapsułą ratunkową
na nieznaną planetę. Nieszczęściem w nieszczęściu jest to, że trafiamy do jakiegoś całkowicie nieznanego nam kompleksu opanowanego przez obce (i agresywne) rasy. Dodatkowo podziemia nie mają zasilania,
a jedynym wyjściem jest winda. Aby uruchomić windę musimy przetransportować reaktor naszej kapsuły ratunkowej do niej, dzięki czemu będziemy mogli wydostać się z danego poziomu... i przez ten właśnie proces gra robi się interesująca.

Naszym głównym celem na każdym poziomie jest odkrycie pomieszczenia z windą i zabieranie tam kryształu.

Mamy do dyspozycji cztery typy zasobów: Jedzenie, Naukę, Przemysł i Pył
Każdy z nich jest odpowiedzialny za coś innego i kluczowy dla naszego przetrwania:
- Jedzenie > Pozwala nam leczyć bohaterów i awansować ich na wyższe poziomy
- Nauka > Możemy rozwijać nowe technologie i skracać czas odnowienia umiejętności bohaterów
- Przemysł > Dzięki niemu możemy stawiać moduły
- Pył > Daje możliwość zasilania pokojów i wpływa na wytrzymałość naszego generatora

Wspomniane wcześniej moduły są przeróżne - jedne zwiększają nasz przychód zasobów, inne wpływają na naszych bohaterów, kolejne atakują potwory mieszkające w kompleksie.

Wszystkie poziomy, łącznie z tym co w nich jest (czyli NPCami, przedmiotami, artefaktami czy potworami)
są losowe generowane. Zawsze zaczynamy w pomieszczeniu, w którym znajduje się nasz kryształ-generator. Jest to miejsce którego musimy bronić w trakcie odkrywania kolejnych pomieszczeń.
Oczywiście, żeby nie było za łatwo, kryształu nie możemy przenieść w jakieś bardziej wygodne dla nas miejsce. Funkcja przenoszenia jest zablokowana do momentu znalezienia wyjścia z poziomu, czyli windy. Wówczas kryształ możemy przenieść tylko i wyłącznie do niej.
Dobre, złego początki~
Większość nowo odkrytych pomieszczeń nie posiada zasilania i musimy zużyć nasz zasób Pyłu,
aby uaktywnić dany pokój.
Przywracanie zasilania nie wpływa tylko i wyłącznie na bohaterów (niektóre zdolności wymagają zasilonych pomieszczeń) lecz także na poprawne działanie modułów, które to instalujemy w danym pokoju.
Najważniejszym argumentem za włączeniem zasilania w danym pomieszczeniu jest to, że w trakcie "nowej tury", czyli otwarcia drzwi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wyjdzie na nas cała fala potworów. Prawdopodobieństwo to wzrasta wraz z każdym niezasilonym i opuszczonym (przez naszych bohaterów) pomieszczeniem.

Potwory maja różne priorytety: moduły, bohaterowie, NPCe oraz, najczęściej właśnie, nasz generator.
W momencie w którym zostanie on zniszczony zobaczymy cudowny napis "Game Over".

Po całej zabawie w odkrywanie pomieszczeń oraz obronny przed falami potworów natrafiamy w końcu na windę - pokój do którego mamy możliwość zanieść nasz kryształ i zakończyć dany poziom. Przed samym podniesieniem generatora trzeba się na to odpowiednio przygotować. W momencie podniesienia kryształu
z każdego pomieszczenia, którego wcześniej nie daliśmy rady zasilić (przez ograniczone zasoby Pyłu),
będą wychodzić bez końca kolejne fale potworów za kolejną. Będzie się tak dziać do czasu aż bohater oddelegowany do przenoszenia kryształu nie znajdzie się w pomieszczeniu z windą i jej nie aktywuje.
Z tego też powodu najlepiej zasilić pomieszczenia po drodze a te dalsze, bądź w innych skrzydłach niż winda, odłączyć od zasilania.
Typowe nieskończone fale wrogów na końcu etapu.

W grze mamy luźny podział na tury. Cała akcja dzieje się w real-time i mamy do dyspozycji aktywną pauzę.

Gra w sumie nie wydaje się aż tak skomplikowana, co nie?
No cóż... specjalnie omijałem najbardziej rozbudowany element gry, czyli bohaterów.
Naszych początkowych herosów wybieramy sami jeszcze przed rozpoczęciem gry. Każdy z nich ma parę statystyk: Siłę, Życie, Szybkość i Rozum. Dodatkowo podana jest informacja odnośnie typu uzbrojenia jakim się posługuje i krótki opis postaci, dla nadania im jakichś rys realizmu. Pośród dostępnych postaci znajdziemy m.in. więźniów, łowców nagród czy też mechaników z statku.
Im wyższy poziom, tym większą liczbą zdolności (aktywnych i pasywnych) ma w swoim zanadrzu każdy
z bohaterów.
Prawdziwa trudność tej gry polega na dobrym zestawieniu bohaterów, ekwipunku i modułów instalowanych w lochach, żeby osiągnąć jak największą efektywność w trzech poniższych aspektach:

1) Eksploracja- Wysoki Atak, Życie, Umiejętności dopomagające w walce w niezasilonych pomieszczeniach
2) Obrona - Wysoki Rozum do wspomagania modułów, obrona i umiejętności prowokujące przeciwników do atakowania bohatera
3) Transport Generator - Wysoka szybkość i Obrona

Ta gra jest niemożliwa do przejścia za pierwszym razem. Nie mamy wtedy pojęcia jakiego typu umiejętności będą mieli nasi bohaterowie, przez co nie będziemy wiedzieć w jaki sposób osiągnąć wysoki stopień efektywności. Warto też mieć na uwadze to, że dla różnych zestawów bohaterów inne moduły są bardziej opłacalne, a inne mniej.
O dziwo grę się da ukończyć~

Jakby tego było mało, gra potrafi strzelić nam w kolano używając fabuły przeciwko nam.
W trakcie mojej pierwszej gry wybrałem sobie łowczynię nagród oraz byłego najemnika.
Podczas przerywników szybko wyszło na jaw, że mają jakiś stary zatarg między sobą. Kiedy już dotarłem do 10 z 12 poziomów nastąpił punkt kulminacyjny ich wątku i jedna postać po prostu... zabiła drugą.


Oczywiście możecie się domyśleć, że na tym etapie gry w pełni rozwinięta postać, z nabitym poziomem i dobrym ekwipunkiem, jest trudna (a nawet niemożliwa) do zastąpienia.
Na szczęście nie zawsze wątki osobiste postaci kończą się aż takim zawistnym finiszem.
Często im dłużej w trakcie przerywniku ze sobą rozmawiają, tym większy dostają bonus do jednych statystyk kosztem drugich. Dzięki takiej wiedzy w późniejszym grach można złożyć bardziej współgrający ze sobą team.
Historie postaci i rozmowy bohaterów - to byłoby tyle, jeśli chodzi o zakres fabuły. Niby mało, ale i tak daje radochę.

Gra bardzo szybko trafiła do jednej z moich ulubionych, a sama rozgrywka, dzięki możliwości odblokowywania kolejnych "trybów gry" poprzez zmianę szalupy ratunkowej, zapewnia brak nudy i różnorodność. To daję nam zabawę na długie godziny plus, jakby było mało, gra zawiera w sobie tryb multiplayer, gdzie każdy z graczy steruje tylko swoim własnym bohaterem. W końcu co cztery głowy to nie jedna ^^

Ten tytuł dostaje mój Seal of Approval, gdyż to jest jedna z tych pozycji, którą z chęcią polecę... tylko nie wiem komu dokładnie ^^"

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

5 sie 2016

It's good to be bad~

Hasło, które przyświecało genialnej grze jaką był Dungeon Keeper 2, cały czas jest bardzo aktualne w dzisiejszym środowisku growym, szczególnie jeśli mamy przed sobą taką perełkę MMORPG jaką jest TOR.
TOR, a dokładniej SWTOR, czyli Star Wars The Old Republic, jest grą od EA (niestety ;___;) ukazującą losy uniwersum Gwiezdnych Wojen po wydarzeniach z z KOTORów.

Tak! Można spotkać Revana, a nawet zdradzę, iż jego postać stała się pewnym symbolem dla niektórych Sithów . Istnieje też jego kult, który zwie się Order of Revan, a jego członków nazywa się Revanites.

Tworząc swoją postać mamy oczywiście wybór po której stronie barykady chcemy stanąć - Republiki czy też Imperium. Możemy wybierać pomiędzy 4 klasami dla każdej strony, gdzie w każdej mamy podobieństwa w rolach:










Jedi Knight <> Sith Warrior
Jedi Consular <> Sith Inquisitor
Smuggler <> Imperial Agent
Trooper <> Bounty Hunter

I teraz zaczyna się robić ciekawiej, bo każda klasa ma dwie specjalizacje (bądź rozwinięcia klasy, jak zwał tak zwał), a każda z tych specjalizacji ma 3 drzewka talentów (gdzie jedno jest wspólne). Daje nam to ogromną różnorodność pod względem mechaniki i możemy po części zadbać o to, żeby nasza postać była chociaż trochę unikatowa.


Prawdziwym rarytasem i tym, co czyni tą grę wyjątkową, jeśli chodzi o MMO, jest strona fabularna... i tutaj dochodzimy do meritum sprawy, bo czym byłaby gra w Uniwersum SW bez rozterek moralnych między jasną, a ciemną stroną mocy?
W tym miejscu pojawia się coś co mnie zachwyciło w tej grze, będąc przyzwyczajonym do tępego grindowania pokroju WoWa, gdzie klikamy "Accept" przy każdym queście, zabijamy co trzeba, wracamy i odbieramy nagrodę. Nagle grając w MMORPG dostałem erpegową możliwość odgrywania swojej postaci i podejmowania decyzji, przez które zmieniało się zakończenie danego zadania. Jeszcze w większym szoku byłem w momencie kiedy moja decyzja była kluczowa nawet przy zadaniach pobocznych. Przez ten głęboki aspekt RPGowy i soczysty klimat czasami zapominałem, że gram w MMO i czułem się jakbym grał w kolejnego KOTORa!

Kolejną bardzo intrygującą rzeczą jest to, że nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni przez wybraną przez nas stronę, czyli będąc Sithem po stronie imperium nadal możemy stać po jasnej stronie mocy. Jest to genialne rozwiązanie, gdyż tak naprawdę, powiedzmy sobie szczerze, kodeks Sithów nie ma nigdzie paragrafu pod tytułem "Bądź Zły, Morduj, Siej Pożogę i Zniszczenie". To także idzie w drugą stronę: będąc Jedi możemy podejmować decyzje związane z ciemną stroną mocy.

Odkrywając tą cudowną możliwość na którą TOR przyzwala, trzeba było ułożyć sobie rys psychologiczny tworzonych przeze mnie postaci.
(Tak, jestem Altoholikiem ^^".)
Moją pierwszą  i główną postacią był Zabracki Łówca Głów Necisque, żądny pieniędzy i siły, którego blaster należy do tego kto da więcej. Na moje szczęście, szybko pojawiła się potrzeba stworzenia drugiej postaci gdyż w gildii założonej
ze znajomymi był potrzebny tank. Miałem doświadczenie jako obrońca tyłków innych graczy z innych MMO, więc spoglądając szybko po dostępnych klasach i specjalizacjach mój wzrok utkwił na klasie Sith Inquisitora z bardzo podobającą mi się nazwą rozwinięcia klasy Assassin z drzewkiem umiejek Darkness (ow yiss~ <3).
Jeszcze tylko szybkie wykreowanie postaci w głowie:
- Siostra mojej głównej postaci często pakuje się w kłopoty, gdzie jako starszy brat zawsze musiał ratować jej tyłek z opresji
- Lubiąca pieniądze (powiedzmy, że to rodzinne), chcąca stać się niezależna, respektowana
- W rodzinie Corvidae (gdyż tak nazwałem swój Ród) moc jest silna i zostaje to zauważone kiedy to Tominea (gdyż tak ją nazwałem) wpakowała się w nie lada kłopoty i została niewolnicą... po raz drugi
- Obiecano jej wolność, jeśli wybierze się na Korriban i podejmie się szkolenia w Akademii Sithów (jakby miała wybór oczywiście).
Oczywiście perspektywa tego,
że nie musi już czekać na brata,
aż ten ją uratuje, bardzo ją radowała.
Po takim przygotowaniu wystarczyło tylko dostosować wygląd postaci i Tominea Corvidae, siostra Necisque, była gotowa do gry!

I tak się zaczyna mój długi ciąg "złych" decyzji, przez które nie raz to pojawiał mi się uśmiech na ustach, śmiałem się, miałem typowe "O~ Tak! Zrób TO!" bądź kaca moralnego.
Tak~, posiadanie kaca moralnego przez decyzje, którą podjąłem moją wymyśloną postacią to jest coś, co daje mi satysfakcję. Od tego są gry, żeby odczuwać tego rodzaju emocje, żeby przyzwolić sobie na to, czego w normalnym życiu byśmy nie zrobili. Uwielbiam jak gry powodują to, że patrzę na kwestie dialogowe i zastanawiam się którą opcję wybrać, analizuje ciąg przyczynowo-skutkowy i czasem, z ciężkim sercem, klikam jeden z wyborów wiedząc, że to co się zaraz stanie nie spodoba mi się, ale jest jak najbardziej w stylu mojej postaci i taką decyzje ona by podjęła.

W wielu grach, niestety, występuje pewna asymetria, gdzie złe decyzje dają więcej korzyści, tak jakby twórcy martwili się, że ludzie nie będą w stanie czynić zła w grze jeśli nie rzuci im się sto sztuk złota więcej. Tutaj na szczęście opcje które wybieramy dają nam tylko różne rozwiązania fabularną, gdyż np:
- Podejmiemy "Złą" decyzję - dostaniemy początkowo większą ilość złota
- Podejmiemy "Dobrą" decyzje - dostaniemy tą samą ilość złota później, przez wiadomość z podziękowaniem.
Z tego powodu możemy się w pełni wczuć w podejmowane przez nas decyzje i odgrywać naszą postać nie martwiąc się tym, że dostaniemy czegoś mniej, po prostu będziemy mieli inaczej.

Oczywiście takie rozwiązanie może być uznane przez niektórych jako "nie fair", bo zła postać plądruje, zabija i grabi, więc powinna mieć większy zakres dóbr materialnych, a dobra postać powinna mieć poparcie wśród ludu. Ja na to odpowiem tak: zdejmijcie klapki z oczu.
Postać stojąca po ciemnej stronie mocy może mieć poparcie wśród ludu, poprzez politykę strachu i czystego respektu dla jej siły (jak to u Sithów).
Bohater będący po dobrej stronie mocy może mieć duży majątek, bo będzie dostawać dodatkowe bonusy gdy np. jakiś oligarcha będzie chciał sobie zrobić dobry PR dając jakieś dodatkowe fanty bohaterowi. Z takimi i nie tylko rzeczami będziemy musieli się w TOR borykać, gdyż tam nawet złe decyzje, nie zawsze są takie złe, a dobre mogą pozostawić niesmak w ustach ^^.


Jeśli kiedykolwiek marzyliście o trzeciej części KOTORa, albo po prostu brakuje wam gry z dobrą fabułą, to przysiądźcie do The Old Republic, a obiecuję, że nie zawiedziecie się!

Disclaimer: Niestety fakt, że grę wyprodukowało EA, działa mocno na jej niekorzyść (mikrotransakcje, ograniczenia dla konta F2P), ale da się to przeżyć ^^".
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

28 lip 2016

Emblemat Ognia: Miecz Ognia~


Lubisz taktyczne gry turowe?
Dobrą fabułę?
Bogatych, zarysowanych bohaterów?
Możliwośc sparingowania prawie każdego z bohaterów? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fire Emblem jest grą dla Ciebie~!

Szukając czegoś innego niż Final Fantasy
i Pokemony na GBA, udało mi się napotkać tytuł, który swoim wyglądem i mechaniką kupił mnie prawie od razu, a jako "spec" od gier taktycznych liczyłem na miłą sielankową grę
w klimatach jakich lubię... Oj~ jak bardzo się myliłem...

"Ale w czym dokładnie leży problem?" - możnaby zapytać.

Raz, byłem niewyedukowany... Seria Fire Emblem jest franczyzą o bardzo długiej hisotrii jak na świat gier (pierwszy tytuł został wypuszczony w 1990 roku),
a Miecz Ognia za który udało mi się jako pierwszy jest siódmą częścią Fire Emblem. Dopracowana mechanika oraz wysoki poziom trudności to coś, co jest wyróżnikiem gier z tej serii na tle innych.
Dwa, tytuł kara nas bardziej za błędy niż Dark Souls (tak! To jest możliwe!), a ja biedny i przygotowany jak na wycieczkę do parku wszedłem do otwartej strefy safari...
(Na pieszo i z workiem świeżego mięsa)

Moje oceny...  kiedyś było lepiej ^^"
Ale bardziej o konkretach!

Fire Emblem jest grą TBS, w której to wykonujemy misje fabularne jednym ciągiem i czasami, jeśli dobrze rozegramy główną misje (np. nie zabijemy specjalnie jakiegoś przeciwnika), otrzymujemy misję poboczną. Wynik każdego takiego zadania wpływa na ocenę naszej postaci (jesteśmy Taktykiem, który chce okryć się glorią i chwałą).
Nasi bohaterowie mają swój poziom, klasę, bronie oraz wsparcie.


Poziom jest powiązany z klasą w pewien sposób i jest najłatwiejszą rzeczą do rozgarnięcia. Level naszym postaciom nabijamy używając ich do zadawania obrażeń albo zabijania przeciwników, easy pease.

Klasa postaci jest rzeczą pół-stałą, możemy dokonać tylko upgrade'u klasy po 10 poziomie postaci (maksymalny jest 20) i wtedy nasza postać dostaje dodatkowe zdolności, więcej pkt. życia i... jej poziom resetowany jest do 1, sounds great, ale nasza nota Exp spada przez ten fakt, a nabijanie poziomu Ulepszonej Klasy jest trudniejsze.

Bronie. Tu się pojawia jedna z większych rozterek tej gry. Bronie w Fire Emblem się zużywają, czy jest to zwykły żelazny miecz czy potężny artefakt zdobyty z dużym trudem. Mają one ograniczoną ilość użyć, a potem się psują. Mamy oczywiście możliwość zdobycia specjalnego przedmiotu naprawiającego broń, lecz nie ma ich dużo, a i one same dość szybko się psują. Gra jest długa, sklepy nie są dostępne na każdej mapie, a między misjami nie mamy możliwości naprawy, bądź dokupienia broni. Dlatego też musimy być baczni i uważać, aby czasem nasze jednostki nie zostały bezbronne na polu bitwy (a w pierwszej odsłonie FE na GBA jest to bardzo możliwe, przy nawet drobnej nieuwadze).

Zmiana Klasy Ravena
Wsparcie - rzecz, którą w pierwszej odsłonie Fire Emblem nie byłem w stanie całkowicie ogarnąć. Ta funkcja polega na tym, że jeśli dana postać stoi obok innej postaci, w której ma wsparcie, walczy ona lepiej. Fajnie brzmi, ale żeby to osiągnąć postacie muszą stać obok siebie przez określony czas podczas bitwy i po jakimś tam okresie (5-20 turach) porozmawiać z sobą (ukazując nam oczywiście zależności fabularne).
Należy przy tym uważać, bo mamy taką notę jak Tactic, która spada nam zależnie od tego jak długo wykonujemy misje...
a nie w każdej misji możemy spokojnie stać i nic nie robić czekając na wroga; niektóre trzeba wykonać w określoną liczbę tur (np. 6). Dodatkowym featurem zachęcającym do posiadania pełnego wsparcia jest fakt, że jeśli postać ma notę "A" (najwyższą) tej statystyki z inną postacią, to ma ona inne zakończenie, współdzielone oczywiście z tą jedną określoną postacią.

Można to określić jako problem gracza, który chce wszystko
(a jestem takim typem gracza). Czyli mieć wysokie noty, dobrą broń, wysoki poziom i pełne wsparcie u postaci.
Jest to wykonalne, ale za moim pierwszym przejściem Fire Emblema poniosłem sromotną klęskę w osiągnięciu tego celu.

Samych postaci dostępnych do zrekrutowania jest od groma, w pierwszej części jest ich aż 43, gdzie oczywiście nie jest możliwym posiadanie wszystkich postaci ^^".
Natrafimy na przeróżne osobowości, gdzie każda postać jest po części wyjątkowa i inne rzeczy pchają ją do akcji,
czy będzie to lojalność wobec władcy, chęć zostania najlepszym szermierzem, czy też chęć poderwania innej postaci, która już jest w naszej drużynie.
Pewne postacie są z nami od samego początku zabawy. Lordowie, czyli główni bohaterzy całej fabularki, szlachetnie urodzeni i posiadający własne królestwa, których to muszą bronić przed złem tego świata, gdzie wszyscy inni pomagają im w osiągnięciu tego celu.

Critical Hit Lyn :3
Aspektem podnoszącym poziom trudności jest to, że postacie umierają raz, a dobrze. Nie ma możliwości wskrzeszenia postaci, a śmierć głównego Lorda jest równoznaczna
z napisem Game Over.

Tak jak nonszalancko podszedłem do tej gry i lekko się sparzyłem, to im dalej w nią grałem tym moje odczucia
co do niej stawały się coraz bardziej pozytywne. Czy to przez samą mechanikę rozgrywki, część fabularną czy też fakt,
że niektóre postacie naprawdę polubiłem.


Gra dostaje mój Seal of Approval i z ręką na sercu mogę ją polecić każdemu fanowi strategii bądź dobrze poprowadzonej fabuły.

Disclaimer:
Gra oficjalnie nazywa się "Fire Emblem" i została wypuszczona w 2003 roku na GBA,
a z podtytułem "Rekka no Ken" (Fire Sword) była sprzedawana tylko Japonii.
Ale fani, czy to europejscy czy amerykańscy, też używają tego podtytułu, żeby było wiadomo o który emblemacik chodzi ^^.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

1 cze 2016

Wielki Sero...ekhm...Tyromanta~


Kiedy Quest o enigmatycznej nazwie "Nabiał i ciemne siły " ukazał się pierwszy raz w moim dzienniku, byłem gotowy na wszystko... głupi ja, na to nie można było być gotowym.

Zadanie nie zaczynało się w żaden sposób podejrzanie, zagadałem do kupca z odczynnikami alchemicznymi, wyszło na to, że on tylko sobie "zapożyczył" wszystkie rzeczy od spalonych przez łowców czarownic magów, a sam nie ma różowego pojęcia co z czym zjeść. W miarę dochodowy interes; nie ma co zaprzeczyć.
Tutaj pierwszy raz się pojawia wzmianka o wielkim magu Aeramasie, którego to dziwne rzeczy kupiec ma na zbyciu, niby zwykłe figurki... ale wiadomo, że jeśli w grę wchodzi magia to mogą one służyć do różnorakich rzeczy.

Dotarłszy do spalonej i zniszczonej prawie doszczętnie posiadłości czarodzieja, odnajdujemy jeden rzucający się w oczy element - magiczny krąg... jak to szybko Gerciu jest w stanie zauważyć, ów magiczny krąg jest portalem, także używając jednej z figurek zakupionych u naszego zmyślnego kupca wchodzimy do ukrytego podziemia...

Po krótkim spacerze ukazuje się nam przepiękny widok piedestałów z serami...
Tak!
Serami!

Okazuje się, że nasz drogi Aeramas był potężnym Tyromantą (czyli wróżył z sera) i hodował różnego rodzaju sery, których zapach jest nawet w stanie powalić naszego Wiedźmina.

Odbijając od tego tematu, zainteresowałem się czego jeszcze innego dziwnego ludzie używali do wróżenia.
(Tak! Wychodzi na to, że wróżenie z sera to nie jest wymysł Redów!)
Moją topką jeśli chodzi o wróżenie jest zatem:
- Alektomancja - Wróżenia z koguta (żywego i specjalnie wytresowanego... whatever that means~)
- Omomancja - Wróżenia z łopatek (jakich łopatek, odpowiedzcie sobie sami ^^)
- Owomancja - Wróżenia z jajek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Po pokonaniu labiryntu serów... tak, labiryntu serów... po pewnym czasie docieramy do trzech bardzo ważnych rzeczy.

First!
Pojawia się "potężny" potwór, który jest odporny na smród starego sera (w przeciwieństwie do Wiedźmina szprycującego się substancjami zabijającymi normalnych ludzi o.O).
Tym strasznym stworem jest Mglaczek, yup~ zwykły Mglak.
Gdyby nie radosne wtrącenie Geralta byłbym lekko zawiedziony w tym momencie, ale jego komentarz o odporności potwora na zapach sera wszystko wynagrodził i liczę na rozmowę z Lambertem o tym fakcie :3.

Second!
Genialna przepowiednia Aeramasa, która jest nawiązaniem do Apokalipsy Św. Jana.


Strzeżmy się kucyków!

Third!
Na samym końcu podziemnego laboratorium wielkiego Tyromanty Aeramas znajdujemy potężną broń, którą Geralt nazywa Ementaler!
Nooo dobra... może i byłaby potężna gdyby nie to, że już miałem pełen set wiedźmińskiego rynsztunku kota; a tak to było po prostu 200 sztuk złota.

Jak na krótki quest poboczny miałem z niego niezły ubaw, a Redzi u mnie bardzo mocno zaplusowali fajnym przełożeniem Apokalipsy.

Jeśli sami chcecie doświadczyć tego zadania, można to zrobić w dwojaki sposób:
1) Udać się do kupca na wyspie świątynnej z odczynnikami alchemicznymi, który to opowie na to i owo.
2) Udać się do zniszczonej posiadłości Maga, gdzie sam Gerciu zainteresuje się tematem.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Hajime~!

Jesteś tu!
To dobrze! To znaczy że mam chociaż odrobinę Twojej ciekawości i chcesz się dowiedzieć co tu będzie.
Ten blog będzie pewną formą dziennika gracza, czyli będę pisać o rzeczach natrafionych przeze mnie w trakcie rozgrywek w różne gry.
Czyli może to być opis mojego przejścia jakiegoś questa w Wieśku 3, Post o tym czemu jestem za #TeamTriss, co sądzę o jakieś nowej postaci w grze typu MOBA (np. HotS), krótkie recenzje, komentarz do nowo wychodzących gier, zajawki itp.

Postaram się, żeby każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie, by było w miarę ciekawie i różnorodnie.

Co do ikonek które możesz znaleźć pod Cheshire'owym kotem to tak:
- Tweetować będę o różnych krótkich rzeczach, które nie będę zasługiwać na post; takie tam ciekawostki, interesujące kwestie dialogowe, ból moich decyzji itp.,
- Fanpage na FB i strona na G+ będę służyć tylko i wyłącznie jako ułatwienie śledzenia pojawiającego się nowego contentu na blogu,
- Jeśli interesuje Cie ikonka youtube'a pod logiem to wiedz, że na ten moment przez jakiś czas na moim kanale "Gejm Szoł" nie pojawi się szybko nowy content z takiego względu, iż miałem problemy techniczne z komputerem. Jak już będę go reaktywować to na pewno dam o tym znać tutaj, więc na ten moment nie musisz sobie zaśmiecać subskrypcji ;)
- Tumblr jest tumblrem, czyli bedooom tam obrazky (Thank you Captain Obvious!). Nie tylko game-related stuff, ale ogólnie też różne typy artów w stylu, który sam osobiście lubię (Ot~ taka ciekawostka do śledzenia),
- RSSa chyba nie muszę tłumaczyć... taka magiczna, rzadko (chyba?) używana opcja do śledzenia interesujących Cię rzeczy (Jeśli Cię ciekawi co to dokładnie i jak działa to mam nadzieje, że wiesz co to Google ^^).
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+